10.12.2012

55

Jak to jest biec
Biel wszechobecna błądzi wciąż na przemian
Jest spokojnie a jednak dziko .....
Ta dzikość przemienia się w tęsknotę gdy za oknem stoi
wyczekująco jakby patrzy ....
obszar nieograniczonego morza .....
zapach zimy ma taki swoisty zapach czwartego piętra uchylonych okien w papierosowym dymie
samotne wrony wśród wysokich brzóz ....
zimowych kąpieli
świecą która umniejszona wciąż z ochotą tańczy na ścianach .....
gdzieś na piętrach kamiennych schodów jest szept że to był tylko sen ...
Czy w mroźnych oknach dmuchane bańki przeżywają ...
Taka chudość nastała i bladość , spoglądająca z góry na psi rudy ogon ... w poszukiwaniu ...

Jak to jest biec ....
do słońca wielkiego jak rozpalony żar pieca .....



w letnich sukienkach .....................

kiedyś biegłam :) ...............................................................................




http://www.youtube.com/user/SigurRosVEVO

6.12.2012

54

Ucieczki nigdy się nie zmieniają ... jak nie w obrazach napadają mnie w ciszy lustrzanych odbić
Długie korytarze w potłuczonych kawałkach szyb .. tak pustych
Zima jest
Siwy wiatr i zmarznięte dłonie
Bezsenność nocy , brak ucieczki już w jakąkolwiek stronę .....
Nie buntuj się .......

Bunt już nie pachnie wolnością ...
już Ci nie wolno ...

1.12.2012

53

Dni biegną wąskim pasem tych samych drzew.W konarach świszczą już tylko szpony wiatru .Nad górami rozciągają się sine wargi śniegu . Już czas wybiec poza .... biec gdzieś w rozwiązłych sznurowadłach .
Powinnam była .
Czasem widzę . Każdą część z osobna .Wyolbrzymione worki dawnych odpadów .
Nie ma mnie tu , tam też nie ....
gdzieś biegam wciąż
 bosa....
krzykiem zagłuszając dalekooooooooooooooooooooooooo jeszcze ?? już bliżej właściwie dalej i jeszcze bliżej ...
nie tu nie tam
W pewnych odmętach przestajesz się zastanawiać tak na prawdę nad sobą kształtując już tylko blade poczucie swojej pewności , że nic nie jest tak ważne jak moment otwieranej ciepłej klamki z drugiej strony ...
to złudne poczucie domostwa w kształtnych cegłach .. biegnąca
nie czuje tych wielokrotnych uderzeń , a powinnam jak serce które już podwójne ....
czy to jedynie odpowiedzialność i wzrost tkanki ...
gdzie brzemienne schowane łakocie dają o sobie znac ...
Teraz będę już bardziej bliżej niż dalej bardziej powinnam
przytomna oprzytomniała do bólu tej rzeczywistości ..
boje się ?


nie ma mnie tu , tam też nie


28.11.2012

52

Brak mi zapachu swojego imienia ,
nostalgicznych zawiązanych sznurowadeł ,
mrocznych nocy wymiętych w czystych koszulach
zapachu kliszy
nieosiągalnych obrazów ....
taki drobny mak pod palcami rozsypanych w niezrozumiałych dialogach
świecy i dymu pod czarnym płótnem
tańczą
wiją się
w nieskończoność
ulotnie



21.10.2012

51


dokąd idziesz ?
rzucając się wciąż w odmęty narażając własne emocje na rodzaj przepaści ku górze i ku dołowi ....
dokąd?
idziesz?....
taki obdarty i poszarpany ...

19.10.2012

50


wczoraj siedząc tak jakby cisza siedzi właściwie dni ... w skrapianych ławkach biegną ... odbijając się
takie myślenie ...
to chyba niechęć ...i obraz poniewierany w pożółkłych kartkach ...
pytaniem

: dokąd idziesz ....... ?

w tych potknięciach wyprostowanych plecach krokach wracaniach i biegu
przewertowanych kartek wielkości nowych liter w nowych znaczeniach biegnących co chwila w twarzach tych co mniej bądź bardziej
więc dokąd?
w spoconych czołach przecieranych wilgocią linii papilarnych .....
trudu włożonego mozolnie w każdą cegłę , zbielałych liniach podnoszonych siebie samego od początku co dzień , noce nieprzespane
i wciąż zdobywanie zagłuszenia własnych dźwięków ....
więc dokąd idziesz ?
i w całych obrazach okiennic nie widzę żadnego większego sensu tej podróży ...
mojej , Twojej , ich ....
to takie zawodzenie nocą która mieści się w skrzyniach do białego świtu
odbijanych linii papilarnych na cudzych dłoniach ..
wszystko i tak kończy się snem .....
wiecznych


więc dokąd idziesz ?  i po co .............................................................


18.10.2012

49

Wszystko się zmienia , jesień już nigdy nie będzie miała takiego samego zapachu ....
Oddechem jakby biegła gdzieś w dal ....
leniwie ....
kolorowe liście na tle błękitnego nieba zapomnieniem ....
zmienia się ...
nie czuje jej ...
już nie takiej , gdzieś tylko tęsknota za kadrami , w głowach schowanych zbyt głęboko ....
czarno białe fotografie ....
na profilach biegnących okien w dal .... szumiących traw zbyt bosych już i bezradnych ....

i ta straszna tęsknota ........




3.10.2012

48

Jestem w ciągłym remoncie od stulecia .....

15.09.2012

47

Białe sufity nocą w zielonych pokojach gdzieś w oddali czyhająca zwierzyna biegnie ... przykurczona ... dzikie psy o poranku ....
właściwie staram się ... brnąc ...
rozmowy telefoniczne o nieznanych godzinach... wtedy słucham ... słuchanie wychodzi najłatwiej kiedy wypowiadający nie musi badać już żadnego terenu gdzie nagość i ubiór nie ma znaczenia ..
można wtedy siedzieć bezwładnie na pomostach ...


nie myl tego z pożądaniem - to wszystko jest tylko zaspokojeniem własnego ego i wielu sprostowaniom naszej zwierzęcej natury ....
to jest czasem ja obżarstwo po którym tak strasznie chce się mieć pusty żołądek ..
znowu .. jak błądzenie po omacku ...

rozmowy telefoniczne o nieznanych godzinach wypełnione milczeniem , takie bez kabla po jednej i drugiej stronie .. rozmowy ...
jak to dobrze usłyszeć bicie własnej struny głosowej gdy jest jeszcze coś co przykrywa mnie o jej drganie ...

bezdomność ...


6.09.2012

46

Nie panuje nad emocjami , wyobraźnia płata mi figle nagle wezbrana tęsknota skłania się ku głębszemu południu a może to i bardziej środek ... ku północy ...
Zbyt dużo negatywnych przeżyć , zbyt wiele wątpliwości w swoje własne dłonie ...
Czuje się jak bezradne dziecko ...

Często śmieje się z Ciebie , z Twojego pędu i zakłamania , zapychania się jak w chomiczych norach , w odkładaniu coś na potem ,
ten śmiech jest zrozumieniem tych wszystkich znanych ułomności co pachną ...
musisz coś robić , rozpracować sobie plan na każdą minutę gdy otworzy się oczy , to jak plan działań na całą wieczność lekcji udzielonych niechybnie ..
radzenie sobie , cholerne przypisywanie uwag ...
No więc w efekcie siedzenie na przeciw nie jest takie złe .. tylko już nie pamiętam po cóż się spotkaliśmy i czy kawa była czy herbata , do jedzenia nic nie przyniosłam właściwie nigdy nie przynoszę ...
Brakuje mi dymu papierosowych przemyśleń, natłoku ludzkich emocji i obserwacji ... zbyt niedobrze się czuję .. by móc założyć trampki , rozpadły się tamtej jesieni gdy wydeptałam w ekstazie ścieżki , że to już do cholery koniec końców i nic więcej mi nie grozi , że plan się powiódł i układał ......
nigdy nie byłam tak samotna jak z ludźmi ....


a może to jest strach przed wielkimi oczami , odpowiedzialnością już nie jedynie za swoje nieodwracalne powłóczenie nogami , że teraz już zbyt późno że nie będzie wypadać że cholera przecież ...
kiedyś trzeba wyjść z piaskownicy , teraz się już ich nie buduje w takich drewnianych bądź betonowych podporach gdzie całymi dniami  można było babki przesiewać i przelewać z jednej strony na druga transportem niebieskiego rowerka z białymi kółkami ..

a ja chce wolności , dziecięcej ....








ps.nigdy nie dorośniemy ....

45


nad brzegiem tafla rozciąga swoje olbrzymie plecy ...
są jeszcze w stalowej szarości zamknięte ...
jeszcze chłodniej gdy nad ziemią usłane piętrzą się pierzyny  ...
sny ...
niemym wyrazem przemawiają w ciszy ..
ciszej ...
biegną ku górze odłamki srebrzystych łusek ryb co w  barwach przeplatają się złotą słychać plusk ..
jak potężny drapieżnik wyłania swoje oczodoły ...

w dalekich krainach ... góry odbijają swoje garby
przyglądając się sobie z osobna
w wielkich stalowych lustrach ....

słońce ...
jakby ciągnęło swoją odmienną pieśń ...

cicho ciszej ....
w oddali para dotyka kochanka ... tańcząc w swawolnych sukniach ..
w przeźroczystości widać jej brzeg ...
kłębią się
ocierają ...

widzę
nastał świt ..



%


a wiesz , że alicja miała w swoim władaniu takie małe ciastka które w zależności od spożycia pozwalały jej zwiększać bądź zmniejszać rzeczywistość .. 
w tej rzeczywistości bywa różnie .. 
ważne jedynie , że ma się poczucie .. 
skoku .. 
w kapelusznikowych herbacianych stołach leżał sztuciec .. 
filiżanki przelewały się jak dziurawe skarpety .. 
a wiesz , że alicja miała sukienki też w zależności od rozmiarów szyte na miarę bądź i nie .. 
te suknie czasem tonęły .. 
bywały opięte .. 
to wszystko jest wina ciastek .. za dużo ich w kieszeniach te ciastka są takim wypełnieniem .. 
biegną w okruchach i tak gniotą w przyjemności spożywania .. 
czasem staje się tak za mała .. 
za maleńka w tym ogarnięciu .. 


alicja nigdy się nie poddała rozpaczy .. 
otworzyłaby okna by ją wywiało 





W pożegnaniu pociąg ciężko osiadł na szynach niewidocznych a jednak czuc było tą ciężkość.Pożegnania jakby świat miał by pobiec w szaleństwie jak zwariowany klaun z bladym nosem bo farby zabrakło . Pożegnania budzą agonię . Wino tak pachnie poziomkami w swych niezliczonych lampkach zamyka się w bólu nad roztarganym morzem wspomnień . Każdy zapach i smak .... Każde blady pomruk nieba gdy niebo na jesień zamyka się w szarościach . Jak szelest liści w ostatnim doznaniu . ...

Nic nie istnieje jak wieczność w bladych kolorach miodowych goździków .Są takie maleńkie a najintensywniejsze .. to te ulubione ... kiedy któregoś dnia zapisał się ich zapach w ogródkach działkowych gdy schylając się z ciekawości zawładnęły mną ....
Ławka .... są ławki w swej samotności które tkwią dumnie w butach zbyt szerokich ... zatapiają swe stopy w czarnych czeluściach ziemi .... jest miękka w poddaniu ciepłem owija jej nogi...... silnie na wzajem trzymają swe lica .... jak jedność w której należą do siebie ..........
Ławka ma popękane siedlisko od ilości zużytych godzin .. w których tak bezpiecznie spożywało się herbatę .... zakrapianą miodem z uśmiechniętych pszczelich bębenków jak w zaproszeniu by zatopić w nich swe usta tak spierzchną gdy tych obrazów brak ....
Kiedy siadam tam czuje .... się jedynie wiosnę w której budzi się rosa tak śmiesznie błaka się i mieni w odbiciach promieni .... w zaczesanych kapeluszach czerwonokrwistych maków ..gdzie przekrzywiają swoją głowę to w prawo to w lewo z nadzieją na wiatr....
I drzewa z wysokimi ramionami .... jak głodne doznań wyciagają je silnie w stronę nieba ....
w zapachach jaśminu , świerków .......
A w lesie .. zerwał się wiatr wczesnym rankiem pomieszany słońcem było ciepło ...
śmiesznie obijał się o pionowe kory drzew .. jednostajnie kołysząc je ...w powolnych usypianych jeszcze nutach ... zapach roznosił się w całej szerokości gdzie nie spocząć wzrokiem .....wiatr nagle zerwał się jakby coś chciał pochwycić za dłonie ... zatańczyć w zwariowanych kółkach gdzie podnosząc głowę ku górze wydaje się jakby konary tworzyły magiczny okrąg .. słychać było śmiech upadanych szyszek .... jak w tych spazmach turlały się po ziemi ...... jedna o drugą .... ocierając się ....
w ciepłym wietrze .... spadały igły jak tysiące gwiazd w drobnym gęstym deszczu .... było słychać ich pomruk zadowolenia ... były wszędzie w ilościach milionowych rozkoszy .... padało ....
na ramionach jednak zamiast deszczu miałam płaszcz usianych igiełkowych śmiesznych chochlików ........
można było zamknąć oczy i usłyszeć spazm ......

deszcz meteorytów .........




25.08.2012

44

Wiatr znowu wieje ku północy .Ciemno już , dni zlewają się jak mleczna powłoka , zbyt niewidoczna i męcząca.
Brak mi tej władzy w nozdrzach gdy zapachy umykały ,można je było jednako upinać wysoko w kok , bądź rozpuścić w nieładzie.Niebytu .
Obezwładniająca .Codzienność zaczynana w 6.30 minucie poranka , gdzie czasem świt nastał już zbyt wcześnie na horyzoncie dachowego okna . Bezsenność gryzących komarów , letnie są jeszcze , ciepłe , zapachy krwi .... 
Gdzieś tam , buntują się cienie .... 
Nieporadność .... zapach zgody powtarzającego się schematu życia...


nie do tego stworzono .... 
nie to miejsce , nie każde , nie to samo , nie to inne , zupełnie odmienne .....

Zapytasz mnie czy mogłabym inaczej , od początku , bez schematów 

- musiałabym wychować się z dala  .... 


Wyobrażasz sobie tą wieczność , hel niewyobrażalna identyczna odległość w przestrzeni , poczucie ułamka nieistnienia żadnego żaglu na horyzoncie . Wielokrotność tych samych ziaren piachu  i skrzypiących starych pomostów , pod gołymi stopami .... Błękitu i szarości ... 
Bez żadnych planów na przyszłość , teraźniejszość , przeszłość ,..... 
takie siedzenie w oddali .... jakby stać się jedną istotą , bezmyślną chociaż na moment .....


Bez tych książek , pisanych poematów , mądrości , bez myśli , bez pytań ...

W cholernym milczeniu .....
donikąd .....


...... samotna ostatnio bywam zbyt bardzo ...... 

3.08.2012

43

Czasem nie wiem czy to się dzieje na prawdę .
Obracam się coraz częściej wokół własnej osi.
Jak to jest gdy czeka się na coś bardzo długo .
Staje się osiągalne i nagle wszystko zamiera i znika .....
To taki strach niewidocznego .
Stoję na przeciw brzozy .
Na środku skoszonego pola , zniewalając pozostałości ziaren .
Wiatr wieje coraz silniej , coraz mocniej pieści moje lica ....
W białej poświacie jak każdego dnia ...
tylko , że już nie wołam .... 
dom biegnie swoją już drogą ....


boje się ....

18.07.2012

42

Jestem w domu na południu .Zupełnie niezwyczajnie wyczuwam nowe życie .Biegnie powoli na mokrej jezdni wzdłuż lasu . Jest ciężki .Nocą oddaje odgłosy ciszy .
Kartony płonęły żywcem .
Piętnaście lat tułaczki zakończone .
Czekam na werandę .Aż porozmawia ze mną któregoś dnia nocą tak cichą i bezpieczną by obudzic porankiem w mlecznym kakao i rogalami z miodem .

21.06.2012

samotnośc - 41


wdech


czy może byc smutniejszy wyraz niż smutek ? ... czasem mogę powielac pewne wypowiedzi ... tak się zbiegają właściwie do tego samego ..
_________________________________

rozszalały się dziś drzewa .. szarpiąc się w dłoniach ... konarami podniosły mnie do góry za kawałek koszuli .... w gumowcach biegły spiętrzone fale gliny ... topiły mnie ... jakby ustami zassały w nieskończonośc trzymały i śmiały się to był dobry dzień jak jeden z niewielu gdzie w pomieszalnosci odczuć ... stałam rankiem w dwie godziny w białych sufitach pokazała się niechęć w twarzach ..... tych niewidzialnych ... muchy miały dziś szatańskie myśli ... i w stajniach słychać było uwięzione oddechy ....
________________________________

dotknąć nieba ... na palcach udając że jednak można sięgnąć i zabrać jak w kawałkach puzzli .....


wzgórza mnie dziś przegoniły w stadnym krowim pędem .. boje się czasem tego co jest większe ode mnie .... 
i patrzy spode łba ... 
chociaż ... dotyk zmierzwionego łba jest przyjemny .... 
nie wiedziałam że mają tak szorstką powłokę .... 
to jak uczyc się tego co widoczne jedynie na obrazach .... 
tak piżama jest zielona ... 
misie już troszkę znoszone ale jest na tyle kosmiczna i wesoła .. w swoich śmiesznych gwieździstych antenach ... 

______________________________________

wydech 

______________________________________

strach przed widzeniem tego co mamy usiane na czubkach zakurzonych bucików ....
one tak ładnie układają się w krokach gdy odwracamy głowę by nie widziec 
na każdym zakręcie ... 
samotnosc .... czasem kiedy się otwieram .. pozostaje jednak wciąż ona ... 
czasem .. jedynie w jej ramionach jest najbezpieczniej .. 

__________________________________________

podzielic się ...... jak chlebem w myśli że będzie w różnych podniebieniach tak samo smakował ....
____________________________________________


winem ..........
tam gdzie niebo skłania się ku ziemi ... 
jakby wszystko dotykało się w zespoleniu ... 


odważyłabym się ... 

_______________________________________________
kiedy zdaje się ze pomost łączy się w dwóch kierunkach nagle staję na środku i patrzę w spiętrzoną wodę ... 
______________________________________________


zobacz kiedyś swoje dłonie .. pooglądaj je jakbyś widział je pierwszy raz .. każde wgłębienie po kolei i od początku ... jakby były właśnie tym co tak mozolnie dźwigasz w nich ... 
siebie samego ..
______________________________________________

czasem jak śpisz poczuwam ....




Chyba wygląda to wszystko dość oczywiście iż jest to skrzętne zacieranie śladów przed samą sobą...

18.06.2012

40

Dziwne muchy na szklanych szybach wciąż przez uchylone okna nie do patrzą ......

13.06.2012

39

kartony , tony kartonów , papierowe skrzynie zawierające idealny obraz tułaczki 
wielokrotnego użytku 
z ilościami niezliczonych pochodzeń i krajów
biegające w różnorakich odcieniach beżu i szarości 
bywają w swych kształtach tak mocne trzymając się czterema ścianami , dołem i ku górze
bryła z zawartością opisanych czarnym flamastrem 
to już ostatni trzynasty etap 

- a nocą pustostany .... spalone roziskrzające płomienie 
  jak spragnione kochanki w pożegnaniu
wyciągnięte języki  ku niebu 
  przeogromne ..... 





7.06.2012

38



 obrazy stają się bledsze .
Jak spokojna powierzchnia .
Gładka .
Bez szorstkości .
przywołać  .
Dziki wstyd.
Odwracania się w inną stronę .




a może to jedynie właściwa odległość 
centymetry niebytu 
niedotrzymanych spotkań 
umów 

31.05.2012

37


Na granicy  istnieją wielkie złoża jednookich wielkich potworów .... mają obślizgłe wieloszczękowe paszcze .. ich oczodoły są puste ... wieją zimną otchłanią .. w tańcu rozrywają pęta .... tak szczęk zimnej stali w kołach zataczają własne niesłyszalne dźwięki .. wydają nieskończoną ilość jęków .... ten dźwięk odbija się echem w grzmotach burz gdy dygoczesz ... na obrzeżach istnieje pomost co jak skała wyżłobiony sztormem przewraca się i obija echem jeszcze niezaspanych demonów .. biegną w tą i  z powrotem mają ciemne kruczo czarne włosy ... w białych kłach odbija się niewzruszony biały księżyc .. jego biel dogania gałki oczne gdy w pośpiechu spuszczasz je .. w płaczu ... morze dziś wzbiło się falą na samym jego dnie nawet wiatr przestał wyc ... biegnij ... uciekaj stąd .. 
nic więcej .. nie czuc niż rozpacz usłużnie położoną na dłoniach .... w ramionach trzymane .. ciszej ... niech wzbiją się ponad jak czarne wrony zamieszkałe na północnych wygłodniałe są twojej duszy ... 
zabierze ci ją .... 
na brzegach zewsząd stoi czarownica ... ma białe włosy sięgają ramion spływają jak węże coraz niżej ... po przeźroczystych sukniach co kalają uda .. wiją się w swym tańcu ... biegną ku stopom coraz bliżej jestem coraz śmielej coraz zachłanniej .... 
wiatr okala lica .. zimnym deszczem .... dotyk który pozwala przymknąć źrenicę .. wciągnąć w nozdrza zapach ... jest przyziemny... 
jak dusze .. których dotyka....

30.05.2012

36

Dotykanie drugiego człowieka przynosi niezmienną świadomość zapachu który pozostaje na palcach
jak kubki smakowe ....
Właściwie go nie znając  ,
jest zbyt nieosiągalny ......
można chwilami otrzeć się o materiał nasiąknięty chemią czasem dosyć przyjemną ....
Zapach jest cichą inicjacją .




25.05.2012

35



Czy jesteśmy "ładni"tak samo w środku jak i z zewnątrz.
Ta brzydota którą noszę w koszu jest pełna dojrzałych jabłek .....
Nabrzmiewa .....

22.05.2012

34

Cztery dni pędu , pęd.Wszechobecny istniejący jak zakaźna choroba w której czasami udaje się zagłuszyć symptomy .
Uciekinier .Wciąż pozostaję uciekinierem .Tylko buty mam już cięższe i zbyt niechętne .
Obracając się się w okół osi .Tył już nie jest aż tak nieznośny jakby się wydawało .Wszystko jest rozmyte jak tafla spadającej wody gdy patrzysz na nią spod innego stopnia .Np.na kuckach z lekko przekręconą głową .... Dziwne jak organizm wylęga się i chowa pod naparem braku wody jakby zostało wyciśnięte do ostatniej kropli ... potu.
Mam spracowane dłonie chociażby zdawało by się dosyć miękkie .Pod przekątną wydaje się dosyć za chuda i zbyt elastyczna jakby skóra naciągała się go granic gdy miednica obija się delikatnie .. w bawełnianych koszulach , optycznie zwiększających objętość i powiewających jak chorągiew...
Chleb jest rankiem dosyć czerstwy , zbyt znużony jakby od ciągłego leżenia i zmienności temperatur i wilgotności ... jak ciało gdy zamoczone  w długim czasie marszczy się .....
Wszystko jakby ma odmienną i znajomą formę .
Już bez miotania , bez zamiecenia i pogrążeniach w chwilowej rozpaczy ...
O to jestem ... jakbym stała w dosyć obnażonej i nagiej prostocie ....
Jakby nie uderzało , na chwilę , już nie z taką intensywnością jakby robactwo wylęgło się do ostatniego skrzydła i pofrunęło dostając od życia jeszcze jedną rolę do spełnienia ....

siedziałam na przeciw , ręce krzyżowały się i opadały , prostowały i naprężały , jakby zagubiony zwierz złapany z zakrwawioną ofiarą... kiedy czujesz tą siłę ...
najcudowniejsze jest właśnie poczucie jej , w głębokości znajomego jeziora w którym pływało się dosyc późno i nago gdy słońce zachodziło już na drugą stronę zmęczone w swej czerwoności ...
ta siła , którą można wykorzystać  a jednak już nie trzeba ..

jest bezpiecznie ...

15.05.2012

33

cholerny pęd .....
minuty mają kalosze w kolorach kwiatów tak sobie je wyobrażam gdy pada deszcz ...
zimno mi .... schody skręcają się w oddali jak w niewytworzonych obrazach marszu ... długo jeszcze .....
czasem twarze nie pozostają w tych samych ułamkach i nowych jednakowe ... zmarszczone ...
uśmiecham się .... w obrazach delikatności i nie jakbym nosiła znamię w poziomych odbiciach siostrzanych luster - zamieniamy się w ramach potrzeby , ramy drewniane
kwiaty zamykają swoje plony ..
budziki
to taka odrobina radości gdy wstajesz i wiesz , że w tym miejscu budzisz się w którym należy
z zimnymi stopami biegnąc spod kołdry gdy owa budzikowata osoba powoduje , że nawet zimą biegamy do pieca , bądź biegają dla nas...
werandowe herbaty zaparzane z siedmiu ziół , czajniki spocone jakby przybiegły na biesiadę .. wcześnie dosyć ... obrazy porannych sennych ptaków , kotów plączących się w miskach pełnych białego płynu ...
zapach lasu i drewna .... drewno zawsze jest ciepłe ... ma się wrażenie otaczającego wełnianego koca który narzuca się na stopy z książką przy zimnych szybach na których można jeszcze namalować miniaturowe okno wedle życzenia z okiennicami bądź i nie .... na odbity palec ... widać płatki zamarzniętego nieba ....
koło mnie niedaleko rośnie wolny sad jabłoni są niskie i takie mają czopy uległe .. cudne ale cholernie ciężkie do wyrwania mój ogród na razie posiada pięć krzewów róż w fazie wzrostu, trzy jagody, jeden świerk , dzikie drzewo co wypuszcza kwiaty i spacerują po niej niezliczone ilości mrówek no i ... trawa .... i dzikie kwiecie co się rozpanoszyło w uroczym geście ....
można budować miliony wspomnień z czasem zamazanych swoją bezkształtną masą ...
to taka skrzynia ... co się w niej czasem ręką grzebie i znajduje po latach ......


23.04.2012

32


Oddychaj ..... w przyśpieszonych pędzących odłamach nieba .. gdzie w swych rozgrzanych stopach stąpa tak śmiało ... ku nieboskłonie ... 


kim jesteś 
niczym ... gdziekolwiek będę .. zabiorę Cię ze sobą ..... 

zapach deszczu na przemokniętych dłoniach .... 


poczekam na ...... dziką różę ... 
rozetrzyj ją w palcach niech w liniach papilarnych zaznaczy swoje istnienie ... 
w następnych nocnych przebudzeniach gdy gwiazdy ze śmiałością będą tańczyc walca ..
będą wciąż nią pachniały ....









Stałam dziś pomiędzy godziną szóstą a dziewiętnastą .. w oddali było słychac grzmoty ... tu zstąpiła kolorowa jak dama przybrana w wielobarwnosc szali .. owiana ... w półokręgu .... czarowała ... stałam i patrzyłam na nią zastanawiajac się ile jest prawdziwa a ile to jedynie załamań swiatła odbitego w skroplonym niebie .. za mną nagle padało na ziemię takim drobnym maczkiem w igłach tak jak ten deszcz igłowego lasu tak i woda w odbitym słońcu tak śmiała się spadając na ziemię jakby w podskokach .... 
a ja .. stałam pomiędzy nią a nimi .... nie wiem jak długo .... 


"jak strasznie brakuje mi tych rozmów ... - listownych poskładanych w mozolny ciąg ..."




Hm marudność marudność ooooooooooo marudność długooooo jeszcze : ) .........
ble .. wyrzuć ją za okno popatrz jaka jest taka pomarściona jak pomarańcze gdy wyschną .. mają takie twarde obroże i takie cięzkie w dotyku ...
marudność ... lizaka sobie kup .. takiego co płaski jest i ma podobną strukturę do cytryny .. kiedy go ubywa coraz więcej swiata przez nie zobaczyć można ogólnie lizaki są zabawne można brudzić w nich języki i potem wystawiać .. jak zakażenie chorobą lizania .. czegoś czego nie wolno!!! było : ) 
do zobaczenia .. to zawsze jest jakaś namiastka widzenia jeszcze .. nie lubię pożegnań .... w godzinach które tak uciekają w tej ostatniej robię się niespokojna prawie nieznośna prawie uciekam prawie już chcę mieć to za sobą im dłużej się przeciąga ma się wrażenie udawanej rozpaczy jak w dramacie ... pt.... "cholera niech ten pociąg już odjeżdża" ... 
krótko by nie czuć ... tego że właściwie jest już po ... 
później bywa różnie zależy kto odjeżdża
;


Nocą gdy drzewa sandałowe rozwiązują własne sznurowadła w tych zapachach jest tyle magii... jak przewrócić i zblednąć na tyle ... tak bardzo się schowałam w tych skrzydlatych ramionach co by poddźwignąć w tylu zapachach w wystarczających przymkniętych powiekach czy to już ? ....
.... 
jak lawa która w swej mieszalności czerwieni tak pięknie łączy się w całokształt kropli co wznieca ją ... nadaje kształt w niezliczonych pęknięciach .. spierzchły mi wargi ....

zapadła cisza ... kołysząc ten skrawek milczących świateł co na nieboskłonie wyciągaja jeszcze sennie powieki .. w drodze .. motyle ćmy .. w przeogromnych skrzydlatych muśnięciach ... 

spójrz  .... w tej płonności jest spokój ... 



Wiesz mam już kuchnię  .... i zegar odmierza czas już bardzo spokojniej ... niż zwykle ...



19.04.2012

31

[....................................................pomimo rozbicia ... 
zazdroszczę Ci owej samotności nocą ... ucieczce w nieznane kształty ....
rozmowy w niemych słowach z ludźmi ...
 rozpoznawać to co tak niewidoczne jest w dzień ... 
ciemnych płaszczących roślin gdzie wszystkie zmysły zostały pochłonięte przez czeluści ... 
jedynie słuch ... wyostrzył swoje pazury .. 
dzień .. wstaje jak mozolna rozciągnięta piżama w misie ... 
mają kosmiczne antenki ... ....
mijałam dziś pola .. przyozdobione w wybladłe zboża jakby w niczym się już nie chciało odbić ...
drzewa jedynie one wciąż stoją dumnie w wypiętej piersi ...
i machają do mnie .... 
swoimi kalafiorami ..... ciekawe jakby było gdyby świat zalany był w podczerwieni .... 
i każdy miałby śnieżnobiałą mleczną krainę na dłoniach ...................................]


ciemność .... jest jak płaszcz który się nosi gdy chcemy by nie było nas widać...



10.04.2012

30

cisza jak zbutwiałe dzwony
odgłosy z nadmierną dźwiękowością  nabrzmiewają coraz mocniej
uderzające zegary gdzie w komnatach odbijają się głucho o drzwi
drewniane
stalowe ramy i klamry pozapinane szczelnie by nie wpuścić światła
oczy bolą
na korytarzach cienie w swych posągowych sukniach gonią się
na przemian mijając wapienne posadzki
stukot obcasów
nabrzmiałych palców powyginanych
w męce
cisza .....



wchodzę po stopniach albo schodzę znaczenie morza wzburzonego zbyt i sny 
każdy centymetr przekładania nóg ma w sobie jakiś sens ... powinien mieć 
schodzę poręcz ma gładką strukturę zamalowanego drewna 
jest dość półmroczne dobrze niech będzie
szarość jest taka niezmienna w swojej barwie 
drewniane drzwi w olejnej  nie pamiętam szczegółu 
codziennie je mijam 
czasem siedząc w pomieszczeniach dość długo potrafię stwierdzić ich strukturę ścian , że mają wzory 
poranna toaleta , podobne czynności jak jedna w drugą 
aparat milczy jak zwęglony po wielkim pożarze wybucha , ale wciąż milczy , parzy i wciąż milczy 
tlące papierosowe dymy na balkonowych posadzkach 
niebo granatowe wiszące ...
gdzie moja kraina , pomosty pełne baśni ... uciekam 
i morze .... zdobione drobnym piaskiem , niezliczonymi podmuchami wiatru , zderzeniami i uśmiechami  
................

2.04.2012

29

Noce wydłużają się w nieskończoność  bezsennych powiek
mrugają do mnie głucho odbijając się o zimne szyby
wiatr jakby na chwile ustał przynosząc ulgę
para malując jej lica palcem
zataczam coraz większe koła , coraz jaśniejsze i głośniejsze oddechy
jakby szeptały ,.......
Czasem przechodząc po zimnych kaflach usiadam w białej koszuli jest długa jak śnieżnobiała suknia
zimno wciąż ....
w podmuchach trzymając się poręczy w oddali widać granatowe chmury
odbijam się w przestrzeń......

30.03.2012

28

Sprzeczne obrazy .Sprzeczne .
Poukładane mozolnie kubki w drewnianych półkach , regały świecą nocą .
Jak ćmy podpalają się w jednolitych uderzeniach skrzydeł .
Wykrochmalone rzeczy , napadają na mnie prostą linią , idealną , zbyt.
Sztuciec w sztućcu w jednakowych parach ,  kieliszki nabierają grubej warstwy kurzu .
Są niepotrzebne .
Świat od linijki .
W idealnych proporcjach .
Trzymam się jak poręczy , schody w jednakowych odległościach .
I milczenie .
Równowaga.
Pomiędzy środkiem .

W ogrodach pada dziś deszcz , niezmierne ilości nagich obrazów .
Krzyków zwierzęcego bólu .
Jest ciemno .
zbyt.....









wciąż trzymam się czegoś namacalnego , czegoś co ma realne kształty  (płynąłeś kiedyś z taką prędkością ?)........
pada wciąż , pada , słyszę deszcz jak ciężko domaga się uwagi .... 

17.03.2012

27

.................[..] leży na dnie , schowany głęboko.
Jak szklane zwierciadło w całości widziane .
Gdy biorę go do ręki parzy
jeszcze ...


&

posadziłam dziś pierwsze
róże
z pierwszym adresem z trzynastu róż ....

4.03.2012

26

Upadłam dziś ...gdzieś pomiędzy tym pomostem gdzie widać czeluście otchłani w czarnych sukniach siostrzanych dłoni a tą łąką ... tak siedzę pomiędzy spoglądając w dół .... on mnie ciągnie ... wciąż wciąga i patrzy swymi mokrymi ślepiami .... wyciąga do mnie swe macki ... a ja wciąż spoglądam na niego ...wytrzymać  


Stoję nad brzegiem dzikich winorośli patrząc na poplątany ich taniec bosych stóp ... 


niema 



czy można pisac bez treści ?to jak siedziec nad brzegiem martwych ryb i wyobrażac sobie wodę ..
ja piszę ...
Ty z reguły mówisz .. opowiadasz swój sen zniżonym głosem patrząc na mnie , we mnie bądź gdzieś ponad ...
czy można mówic o złym , w momentach szarpania gdy nie ma się mocy go nazwania , zbyt w obszernych kaloszach na wielkiej przestrzeni niczego .....
czy mozna w końcu stanąc na przeciw siebie i odartym literackim słowem powiedziec z wzajemnością jak bardzo ułomnośc nas powiększa i umniejsza za razem jak obraz bez ram by go znów wpakowac ...
ramy mogą miec różne nastroje
w jednym jest zawarta zachłannosc ...
ma kolor purpury ..
w drugiej są jedynie pomosty w których się chowa w bezpiecznej odległości ...
czy można pisac o niczym ...
wdzierająca się cenzura ...
biega jak odbijana stara piłeczka po kątach ta mniejsza i większa napompowana .. to jak w dłoniach ją trzymac i zrywac z niej nitki .. takie zielone .. pachnąca psią śliną i niczym wulgarnym ... drobnymi chwilami szczęścia i nieszczęsliwości ....
są jak marionetki , gdzie odbijając się wraca w to samo miejsce ...
pamiętając jedynie zapach wiatru w niewietrzonych pomieszczeniach ...
czy można pisac o niczym ?
nie można
można nie chciec ...

7.02.2012

25 - nocne spacery



Zabrałam Cię na spacer .... pomosty dziś szeroko rozwierają swoje ramiona ku zaproszeniu ... Jest w nich świat ogrodów , kreowany jakąś delikatną nutką smutku gdzie czuje się już jedynie ukojenie po drugiej stronie .Drzewa zwisają dosyć swobodnie obracając liśćmi , tu nigdy nie ma zimy , obracają i w delikatnych pomrukach ugniatając własne palce dotykają jakby pieszczotą zmierzwioną grzywę wody ... ochlapując się wzajemnie w wesołym okrzyku ... noc już ciszej ciszej ... ktoś nadchodzi ....
To ja a to Ty ,.... przedstawiając się ku sobie wznosząc jednakowo i upadając , w pokłonie stąpając lekko ...
Kiedy chodzi się boso można odgadnąć jaki nastrój ma ziemia , w błahych własnych słabościach dosyć twarda ... 

Pióropusze miały tej nocy wachlarz ... rozprzesteniony na wszelaką długośc myśli .. 
nie zabrałam Cię tam .. tamtędy chodzi się gdy już ścieżka ma wymiar jedności w barwach tęczowych chochlików ..
podążałam za śladami stopy Twe tak miękko zapadały się w otchłań doznań .. 
dłoń w dłoń ...... jakbyś to ciepło mi przeobrażał w zapach gdy bochenek chleba zbyt zarumieniony ... 
pachnie ..
czujesz .... 
tak miękko ... życie bez niego obejśc .... nie bradzo ... 
nie idźmy tą drogą tej nocy ... 
gwiazdy w swych ostrych konturach jakby łagodnieją ... złapałeś ją dla mnie w swej delikatności .. widzę jak para unosi się z ust .. 
oddychaj ..... 
biegłam dziś rankiem w sukniach .. jak by świt przyozdobił je w przeźroczystej poświecie to te gwiazdy tak wciąż drgają w rozkosznych porankach gdy świt taki zarumieniony ... 
byłeś tam .. widziałam w uśmiechach ... 
Twych wianki plotłam z kolorowych traw ... miały wielobarwną siłę by życ ... 

            Olszynowej gęstwiną a szmerem strumienia szliśmy ku wschodowi...
 Noc wciąż jeszcze naburmuszona, jakby zazdrosna wtulała oblicze w czarny kołnierz karakuł....
 Szliśmy dalej jakiś ruch, w gąszczu przy drodze... ...chrobotanie, terkotanie, małych nóżek oplątany taniec...
 Noc zaciekawiona wychyla nos swój spomiędzy bram wysokiego kołnierza.... Jeszcze... jeszcze trochę... Dostrzec nie może, w pośpiechu księżyc jak latarnie z rękawa wyciąga... I świeci...
 Puchate cztery kulki w swej ostrości kształtu zajadłe ledwo widoczne, majaczące, fukające małe imbryki... Na drodze wprost przed nami... Nie do przodu nie z powrotem... 
Nóżki im książę spojrzeniem poplątał... I zmieszane teraz kręcą się, każdy swoje igły goni... jak roztargnione szwaczki....
 Po chwili jeżowy taniec kończy się a mali artyści schodzą ze sceny w poprzek ścieżki...
 Noc odsłania swój kolejny klejnot - Wenus
tak jasno świeci... Powoli dzień za dniem zbliża się do księcia... Czyżby noc była swatką dla swych niebieskich klejnotów... Przedstawienie jak sen w letnią noc... 
 W oddali ciemnieją sylwetki konstruktów, na tle czerwonego blasku... zdają się drzemać nad kotłem bulgoczącego piekłem żelaza...



W piknikach nocą koc traci swoją kratkę ....w niebiskie czerwone linie zbiegają się w równi .... gdzie nad brzegiem jego turlają się wesoło winogrona uciekały w ciemnośc trawą .. 
W prawej dłoni utrzymane kubki wielobarwnej herbaty co szepty niesie do nieba ... porwane wiatrem w parze składają pocałunki .. granatem pokryło się niebo jakby farba rozmazana na białych płótnach gdzie mglą spowija sie porankiem .... 
gwiazdy patrzą ... zaciekawione w ostatnich posiłkach ... 
nic nie widać .. nic jest wszędzie jak zapatrzone strzygi w bieżnikowanych kłosach ... 
leżąc po spożytych wrażeniach ...
W równych rzędach ..... jak bałagan białą puchową kołdrą cukrowe ślady ....
 
Spacerując w kierunku w którym słońce zaciąga pierzynę chłodu... Strumień i jego leniwe pluskanie mając po lewej tak samo jak i ociekający jadeitową poświatą nocny medalion...
Na niebie nie było ani jednej sugestii iż może coś przyćmić to nieziemskie światło...

Szliśmy dalej tam gdzie wierzby w kandelabrach płaczą nad wydeptaną w ścieżkę trawą...

Strumień tu poszerza się przeciskając pod mostem by pląsać w ciut większej przestrzeni pomiędzy sterczącymi łodygami tataraku...
Dziś nie tylko strumień pląsał... Z miejsca gdzie mrok okrywał zieloność w bezładny nierozpoznawalny kształt... Coś szemrał i popiskiwało... Woda niosła ze sobą ciężką mydlaną woń...

Chodźmy dalej tam gdzie jeszcze zielenieją kłosy jęczmienia, gdzie mogą pogłaskać one nasze dłonie... Można tam odnaleźć chabry... zobaczmy jaki będą miały kolor w tym zielonkawym świetle...

Deszcz  
...dopadł nas w połowie drogi ku rzece... Wybacz nadszedł tak nagle. Dobrze, że poszliśmy boso... Strasznie było mi głupio bo zapewniałam, że jest sucho a tu taki psikus...  Kropla -  uczucie, wdzierania się, chowania... Bez bólu... przyjemne... Jakby starała się wrosnąć we mnie... Odnaleźć dogodne miejsce by zapuścić korzenie...
Kiedy rozproszony wodny okład zaczął otulać nas coraz gęstszym i ciaśniejszym kokonem kątem oka dostrzegłam Twój .. zroszony kroplami kontur twarzy... Poszliśmy jeszcze  do rzeki by usłyszeć śpiew deszczu na powierzchni spokoju... Szemrało i grało w około...
Czarna nieprzenikniona wata spowiła wszystko wokół... Ciemność nie do przebicia... .
Malinowa herbata po powrocie do domu może być dobrym pomysłem... nie sądzisz ?... 
 
Boso w każdą z 44 stron wiatru dopóki starczy świata i siły by budować nowe... Gdy zabraknie wtedy będziemy siadać na ławce pod kwitnącą wiśnią i nurzać zbolałe stopy w jej płatkach... po kostki... patrząc w bezkres snuć opowieści i śmiać się z kichających nieopodal jagód... Łowić zapodziane płatki z filiżanek...
 Może jutrzejsza noc będzie gwieździsta, księżycowa i czysta w całej swej okazałości... Przyskrzona woalką przeniknionego, bezpiecznego mroku i tajemnic do odgadnięcia w blasku wybielonego w słońcu medalionu..
%

Nagle poczułam  jak wziąłeś  moją dłoń... Gdy szliśmy miałam wrażenie jakbyś był  balonikiem, którego sznurek ściskam w dłoni... mocno... I to było cudowne uczcie...

 
Zwolniłam na chwilę wskazując ruchem głowy za którą podążyła wolna dłoń... Zatrzymałam się na chwilę tak, iż prawie wpadłam na Ciebie wspomnieniem zamaszystości jeszcze niedawno wykonywanych kroków... Powędrowałam wzrokiem za Twoim... - A taaam...
...po prawej biegnie wąska uliczka... Poczułam jak ściskasz mi palce w tym cudownym uczuciu jakie można porównać do przygryzanej wargi ... pomiędzy nieskoszonym rzepakiem a zieloną łąką ...
 
Jeszcze kawałek dalej teraz jak ten radosny balonik "tomp-tomp" sunąłeś jak po za mną tak nieskończenie lekki w... mój nagły "w tył zwrot" ... "na przeciw gdy się odwrócisz"... i już w myśli malują mi się jak falą rozpędu rzucony zostajesz na mnie po czym spływasz  jak postać z kreskówki co powoli zsuwa się z równie spieszącej się latarni... "do pani zachodu plecami są w równym rządku drzewa [...]" 
Wierzby to moje ulubione trole... Bardzo lubię przechodząc pod drzewami schylać się, tak bawiąc się z nimi i unikając ramion, które chcą mnie złapać... 
 
Polna droga... dzikość co pluska i Góry w oddali... Teraz to ja zaciskam lekko palce na przemian Twoich... 
 
...Jak to nikt... A my ?.. Wszędzie gdzie mnie poprowadzisz...
 ...Tak bardzo chciałabym  z Tobą zmoknąć... obok... patrzeć jak cieszą Cie biegające po mnie krople... 
 ...Cóż takiego jest w kałużach, iż chce się po nich skakać ?

W kałużach odbijają się sekrety .. 
gdy skaczesz w nie utonąc się nie da ... można jedynie brodzic w radnosnych kaloszach ... 
gdzie rozbryzgują się rozbawione szelestem wesołe zimne ognie ... 
bawią się tak uczepiając się nogawek spodni ..... 
w kieszeniach miałam kamienie pozapominane w swych minach jakże zdziwionych ... 
pleść z żabami ten sam sennik ... 
nad Twoją głową rozerwac pęk dzikich winorośli by z wolna opadły Ci na ramionach ... 
w wodzie przeglądać kałamarze niezapisanych uniesionych radości ..... 
w karuzelach siedziałam tętniących koni .. trzymając jeden .. jedyny sznurek balonikowych pomstów pomiędzy szeptami ... w króliczych norach by się ułożyc do snu ...... 
ziemia pachniała dziś wodorostami ... 
układały się ... 
na dłoniach w oczach ... ... czekolada z miętą ... 
i  cienie ... pozostawione na ławkach .... 


pora już wracać  ....








ps.Ty to na prawdę czytasz?  

6.02.2012

24

jak w żebrach zapodziały się wszystkie sęki .....
na białym stole stoją filiżanki , opuszczone okruchy ...
rozmazane oczy w objętościach litrowych dzbanów ...
jak namacalne powieki opuszczone do połowy ...
tańczą w palcach ...
kosmyki i sznurówki związane szare sandały biegną
pora już iść .....



___________________________________________


potrzebny mi dialog
możliwość odczuwania i odczuwalności
znajomy
nieprzypadkowy
i gdy szukam tego co tak blisko
biegam wciąż jak ćma
w niebezpieczeństwie , niezrozumieniu
wśród innych
obcych

i staram się zapomnieć



o tęsknocie ....


czasem to jak wyobrażenia w które wkładam tyle wysiłku by zaistniały to jak opatulenie się czymś tak znikomym
jak zapach tego samego domu w który wchodzimy codziennie tymi samymi drzwiami
pochłanianie w milimetrowych obrazach w zmęczeniu w staniu w tej samej kolejce na wyciągu gdzie jedynie pory roku zmieniają swój obraz ... w bezczynnym niszczeniu , budowaniu ....
wciąż stałam na tych samych wzgórzach
w tej samej sukience na tych tysięcznych pomostach bosymi stopami ...
bez zastanowienia na niemych ławkach na których siadaliśmy co rano ....
w ciszy
to poczucie nieskalania w Twojej obecności ....

stoję ....
w tej samej sukience .... pomosty oddalają się ... biegną coraz węższe i coraz mniej znajome ..
ślady porośnięte wysoką trawą ...
jest wciąż barwnie ...
ale bardziej pusto ...
coraz bardziej pusto

może spotykamy się wciąż na chwilę dokarmiając się wzajemnie w owym czasie ....
może moja miska była bardziej głęboka ....
na jej dnie widnieje jedynie skrawek tych wyobrażeń ...

nad brzegiem tafla rozciąga swoje olbrzymie plecy ...
są jeszcze w stalowej szarości zamknięte ...
jeszcze chłodniej gdy nad ziemią usłane piętrzą się pierzyny ...
sny ...
niemym wyrazem przemawiają w ciszy ..
ciszej ...
biegną ku górze odłamki srebrzystych łusek ryb co w barwach przeplatają się złotą słychać plusk ..
jak potężny drapieżnik wyłania swoje oczodoły ...

w dalekich krainach ... góry odbijają swoje garby
przyglądając się sobie z osobna
w wielkich stalowych lustrach ....

słońce ...
jakby ciągnęło swoją odmienną pieśń ...

cicho ciszej ....
w oddali para dotyka kochanka ... tańcząc w swawolnych sukniach ..
w przeźroczystości widać jej brzeg ...
kłębią się
ocierają ...

widzę
nastał świt ..



czasem odciskam swój palec na szybie .. patrzę na odbicie jak układają się w kręgi jak w uciętym życiu drzewa .... są większe i mniejsze ....
zamoczyć palec w białej farbie gdy czujesz się czysty ... szary gdy nas nie ma ... czarny gdy widzi się jedynie niezliczoną ilość niczego .....
to nie tak że upadam w momentach gdy upadek jest dozwolony można przyzwolić sobie na niego ....
upadam gdy nagle z niespodziewanych przyczyn wszystko przyśpiesza we mnie ... jakby krew zebrała się do skoku w dół ..
gdzie na samym końcu czekają szpony by znów związać mnie w prześcieradłach .....
kiedy upadasz świadomie z powodów które pachną .... w jakimś nawet nieznanym zapachu ... niech mają to swoje imię ...

upadek bezimiennego jest najcięższy bo nagle ogarnia nas całymi swoimi mackami ....
jakby chciał się podpiąć jak respirator do głównej aorty .....


bezimiennie ...
bez powodu ...
bez przyczyny....

siedzi i się ociera ....

nie martwie się ...
czasem odbijam te swoje ślady to tu to tam na szybach różnych domów w zaproszeniu ... odciskam je na swoich ..... aby czasem pozwlili mi pozostać na dłużej do pierwszego deszczu .....

czasem muszę go odbić ...
wczoraj to był Twój dom .....







_____________________________________________________________________________________________________


Dwa światy
Mają to do siebie, iż z góry definiują ograniczenie i zamknięcie... Można by tak przypuszczać prawda?... Jednak istnieją światy, których przestrzeń wewnętrzna jest o wile bardziej bezkresna niż można by sądzić przyglądając im się z zewnątrz...
Powierzchowność... Nie wiem czy ktokolwiek wie ,
Zapraszam ludzi do swojego świata, pokazuje im wejście, krzyczę a w odpowiedzi dostaję jedynie pytanie - to gdzie te drzwi.... ?
Chciałabym zaprosić na coś pysznego, lub po prostu na spacer... Pokazać choćby te głupie zające co to od mieszkania na górce maja jedne łapki krótsze...
Czasem zdarza się ktoś kto znajdzie puste miejsce po furcie... Przestąpi próg imaginacji i zrobi kilka kroków po krętej ścieżce, usłyszy mruczenie łapodrzewia lub uda mu się dostrzec te śmieszne kicaje... Czasem zdarza się, że przychodzą szpiedzy i w wyrafinowaniu swej sztuki mamią tęczą, którą niby chcieli by przymocować nad biegnącym wspak strumieniem... Tak na prawdę chcą tylko ukraść kłącza miodnych konwalii... I w chwili kiedy mam przytrzymać tę tęczę co by ją pomóc mocować zadają cios, wyrywają co potrzeba i znikają... Zdarzają się też nie wiadomo skąd zabłąkani czasem wandale... Bezmyślnie zrywając huśtawkę zawieszoną na księżycowym rąbku...
Zdarzy się jednak czasem ktoś kto widząc girlandy kwiatów marsowego mchu.... Tak ten czerwony co porasta szklane ściany... Dla tego właśnie marsowy... Wcześniej był paczką gwoździ, ale podczas ostatniej koniunkcji w nocy zardzewiał i i teraz włazi na szkło... ale tylko to dobrze wypucowane...
No wiec zdarzy się czasem ktoś komu się podoba, prosi bym oprowadziła czasem jednak sam chce się rozejrzeć. Przysiądzie na huśtawce a nawet pogłaszcze łapodrzewie...
Jak widzisz mój mały świat, oaza wolnego wypasania myśli ma wiele zakamarków... czasem zdarzy się, że ktoś zagląda gdzieś i albo ucieka w przerażeniu albo...
Słychać tylko krzyk i wołanie o pomoc a kiedy dobiegam widzę wyrwę w nicości, która powoli się zabliźnia... Nie wiem co to jest, ale powoduje, iż mój eden instynktownie chce podążać w kierunku gdzie była ta wyrwa i rozrasta się tworząc jakby kolejną ścieżkę...
Nie wiem czy coś ci w moim świecie nie zaszkodzi... Ja np lubię te czarne błyszczące borówki, ale czasem goście skręcają się z obrzydzeniem...
Chciałabym bardzo abym w końcu odnalazła sposób by móc zbudować w moim ogrodzie patio przez które mogałbym wchodzić do domu...
Łatwiej było by wtedy kogoś zaprosić. A tak ? Wiesz noszę to wszystko przy sobie, w sobie, w około skroni jak rondo kapelusza... Nie przeszkadza zbytnio, nie ciąży a chroni od udaru...
Lubisz siadać na ławce w moim ogrodzie... Tej z niemalowanego drewna...
Stoi tam od niepamiętnych czasów... Sądzę, że chyba tam wyrosła. Nie wiem....
Lubię kiedy przychodzisz bo światło się wtedy zmienia i faktury ścieżek jawią się w innych barwach... To tak jak by chodzić boso po lodzie i doznawać odwróconego uczucia chłodu... Delikatnie ciepło...
Boje się, ze jak Cię zostawię samego to zawędrujesz na jedną z tych ścieżek w pogoni za jakąś niezwykłością i nagle uciekniesz spłoszony chmurą tego... hmm w sumie nie wiem co to jest ale podobne do nietoperzy a jak pozwolisz się obsiąść i potrzesz jednego po grzbiecie to śmiesznie piszczy i czuć że się wtula...
Boję się, że zechcesz wejść, zatrzasnąć drzwi i nagle coś Cię wystraszy... Co wtedy ?

W pożegnaniu pociąg ciężko osiadł na szynach niewidocznych a jednak czuc było tą ciężkośc.Pożegnania jakby świat miał by pobiec w szaleństwie jak zwariowany klaun z bladym nosem bo farby zabrakło . Pożegnania budzą agonię . Wino tak pachnie poziomkami w swych niezliczonych lampkach zamyka się w bólu nad roztarganym morzem wspomnień . Każdy zapach i smak .... Każde blady pomruk nieba gdy niebo na jesień zamyka się w szarościach . Jak szelest liści w ostatnim doznaniu . ...
Nic nie istnieje jak wiecznośc w bladych kolorach miodowych goździków .Są takie maleńkie a najintensywniejsze .. to te ulubione ... kiedy któregoś dnia zapisał się ich zapach w ogródkach działkowych gdy schylając się z ciekawości zawładnęły mną ....
Ławka .... są ławki w swej samotności które tkwią dumnie w butach zbyt szerokich ... zatapiają swe stopy w czarnych czeluściach ziemi .... jest miękka w poddaniu ciepłem owija jej nogi...... silnie na wzajem trzymają swe lica .... jak jednośc w której należą do siebie ..........
Ławka ma popękane siedlisko od ilości zużytych godzin .. w których tak bezpiecznie spożywało się herbatę .... zakrapianą miodem z uśmiechniętych pszczelich bębenków jak w zaproszeniu by zatopic w nich swe usta tak spierzchną gdy tych obrazów brak ....
Kiedy siadam tam czuje .... się jedynie wiosnę w której budzi się rosa tak śmiesznie błaka się i mieni w odbiciach promieni .... w zaczesanych kapeluszach czerwonokrwistych maków ..gdzie przekrszywiają swoją głowę to w prawo to w lewo z nadzieją na wiatr....
I drzewa z wysokimi ramionami .... jak głodne doznań wyciagają je silnie w stronę nieba ....
w zapachach jaśminu , świerków .......
A w lesie .. zerwał się wiatr wczesnym rankiem pomieszany słońcem było ciepło ...
śmiesznie obijał się o pionowe kory drzew .. jednostajnie kołysząc je ...w powolnych usypianych jeszcze nutach ... zapach roznosił się w całej szerokości gdzie nie spocząc wzrokiem .....wiatr nagle zerwał się jakby coś chciał pochwycic za dłonie ... zatańczyc w zwariowanych kółkach gdzie podnosząc głowę ku górze wydaje się jakby konary tworzyły magiczny okrąg .. słychac było śmiech upadanych szyszek .... jak w tych spazmach turlały się po ziemi ...... jedna o drugą .... ocierając się ....
w ciepłym wietrze .... spadały igły jak tysiące gwiazd w drobnym gęstym deszczu .... było słychac ich pomruk zadowolenia ... były wszędzie w ilościach milionowych rozkoszy .... padało ....
na ramionach jednak zamiast deszczu miałam płasz usianych igiełkowych śmiesznych chochlików ........
można było zamknąc oczy i usłyszec spazm ......
deszcz meteorytów .........


przychodzę na herbatę z malinami ..... i miodem

w pożegnaniu ..............





!

"Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór)."

Rozdz. 1, art.1 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r., publikator: Dz.U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631