Poukładane mozolnie kubki w drewnianych półkach , regały świecą nocą .
Jak ćmy podpalają się w jednolitych uderzeniach skrzydeł .
Wykrochmalone rzeczy , napadają na mnie prostą linią , idealną , zbyt.
Sztuciec w sztućcu w jednakowych parach , kieliszki nabierają grubej warstwy kurzu .
Są niepotrzebne .
Świat od linijki .
W idealnych proporcjach .
Trzymam się jak poręczy , schody w jednakowych odległościach .
I milczenie .
Równowaga.
Pomiędzy środkiem .
W ogrodach pada dziś deszcz , niezmierne ilości nagich obrazów .
Krzyków zwierzęcego bólu .
Jest ciemno .
zbyt.....
wciąż trzymam się czegoś namacalnego , czegoś co ma realne kształty (płynąłeś kiedyś z taką prędkością ?)........
pada wciąż , pada , słyszę deszcz jak ciężko domaga się uwagi ....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz