30.06.2018

" ..."

Piszę do Ciebie wiadomości  ...


Codzienne  ... które mam przed oczami ...
Piszę codziennie ...
Składając w wielobarwne odpowiedzi .. na drewnianych werandach w oczekiwaniu ...


a po drugiej stronie .. nic  po raz pierwszy i po raz ostatni ..
nic się nie dzieje w zapisanych mieszankach kwiatów .. w ostatniej drodze ..
w której


Wszystko bywa zbyt osobiste , nazbyt ...

Więc piszę do Ciebie wiadomości głaszcząc kamienną posadzkę .. od słońca bywa nawet nagrzana jakbym wesprzeć się mogła ...


na wzgórzach znów .. wieje zbyt silnie ...



20.06.2018

...

ulotnośc .... 
czasem się miotam we własnej poczekalni .. właściwie posiadając wszystko co posiąśc się jedynie zdaje to ułuda naszego istnienia .... 
posiadam 13 adresów .... 13 pozostawionych domów .. 13 pozostawionych śladów znoszonego potu ... w każym przeżyciu potrafię odnaleźc już znaczenie ... może to jedynie wybryk wytłumaczalności własnej słabej strony nie wiem ..... 
ulotnośc .... czasem mam tak mało czasu na odczuwalnośc.... tak mało ? ... tak mało mnie dotyka potrafi dotknąc pomiędzy palcami wymazanymi w różnobarwnej tęczy .. 
tak mało jest już chcenia ... właściwie podążając drogą ... co mnie spotyka dotknąc i potrafi już nie tak ... nie tak mocno .... nie tak obficie ... jak wezbrany dojrzały owoc ... który chowa gdzieś swoją pustkę ... 
ostatni adres .... powinnam rozpakowac kiedyś kartonowy świat .. poukładanych pudeł w równym rzędzie opisanych czarnym flamastrem ... a ja wciąż ... 
wciąż stoję ... 
i oglądam dal ...
podróżnik ... jednego kraju ... który wciąz ucieka przed właśnie ?
czasem siadam na krześle .. drewniana miniatura ... zapalam papierosa w wietrzną noc .... 
jakby dawac znaki .. że się jest właśnie tu ... 
magii potrzeba .... uchybień od rzeczywistości a jednak tworzą one taką stabilną podkładkę .... 
by nie uleciec już całkiem ... 
 
poszukiwacz .... wiesz że to zawsze gdzieś pozostanie w Tobie .... 
wieczne poszukiwanie ... 
któremu właściwie do końca nie można podac imienia .... ani dłoni na zgodę ... 
 

27.05.2018

piątegoczerwcadwatysiąceosiemnastegoroku

Lubię pisać listy szczególnie te właściwie które potrafią nas zabrać w jakąkolwiek podróż ... Mogą to być monotematyczne powieści o niczym , a może to być spotkanie .... Staram się zachować podróże w jedną stronę z możliwością powrotu  do siebie... tak aby się nie pogubić ... Zachować nadmiar czucia dla siebie na potem ... możliwości jest wiele i zupełnie nie są od siebie odosobnione ... 
Mogłabym płynąć jak samotny żagiel , którym przecież jestem w niezliczonych momentach własnego życia .. właściwie jak wielu z nas.. z tą różnicą ... że mojego miejsca nigdy nie odnalazłam... w każdym momencie odliczanych minut w walizkach na kartonowych podłogach jak wciąż w remoncie , w niezliczonych budowach ... 

Podobno jestem zbyt barwnym ptakiem , o niezliczonej barwie , nieuchwytnej .... z niemożliwością zatrzymania ... 
Wciąż w pędzie .. w biegu ... na boso ... 
Jak na pogubionych ścieżkach , niezliczonych kamieniach co wypadając z potarganych kieszeni zupełnie upadły w rozsypce 
Posiadam wiele ciepła którym mogę opatulić jak koc we wrześniowych przeciągach co wiatr zagląda za kołnierze ... 
mogę podać Ci swoją dłoń w nadziei na łyk gorącego kubka ... co w zapachach malin będzie Ci podpowiadał mój zapach ... żebyś nigdy już nie zapomniał .... 
Mogę stać w czwartym piętrze na dachu zupełnie w potarganych włosach i piżamach wołając imię ... 
 
Jedynie chwilowe przystanki przed deszczem w których zbierały się kałuże ...
Wciąż uciekam ..


Chciałabym zatrzymać się ... usiąść ... 
Poczuć 

Że to co mnie dotknie ... zostanie.....



Mój świat posiada wiele zapachów i wiele barw , wiele drobiazgów których z niezrozumienia chowam .. 

W moim życiu jest niewiele jasnych szlaków , niewiele światła ... a mimo to pozostaje we mnie i istnieje ...
Wiele tęsknoty i głodu , ciepła .. jego braku ... jakbym czasem była jedynie dawcą dla otoczenia ... 
Niewidocznym elementem .... który przecież ... czuje . .. 


nieograniczone pokłady samotności .... 

20.05.2018

Czasem niezliczone pokłady otwierają obrazy dłoni... Wszystko staje się wymieszalnym chaosem... Kiedy stoisz na krawędzi dostajesz jakby drobne kamienie niczego które układając w ciąg otwierają kadry poszczególnych.... Stoję patrzę już czuję wiatr co rozrywa na drobne pomięte możliwości gdzie każde pasmo potrafi opatulic dokładnie co do milimetra czucia... Obracam się, Ciebie w moją stronę północy gdzie właściwie nie ma już nic... Jedynie patrzenie... Czy niezliczone ilości kropel mogą spaść z odglosem tluczonego szkła... Rozpadam się... Jak manekin na wystawach gdzie obce dłonie wciąż przyozdabiaja w ubiorach... Wscibskich podglądaczy.... Już zobacz już miałam skoczyć... Powstrzymal mnie jeden łyk....

12.04.2018


czy może byc smutniejszy wyraz niż smutek ? ... czasem mogę powielac pewne wypowiedzi ... tak się zbiegają właściwie do tego samego ..
_________________________________

rozszalały się dziś drzewa .. szarpiąc się w dłoniach ... konarami podniosły mnie do góry za kawałek koszuli .... w gumowcach biegły spiętrzone fale gliny ... topiły mnie ... jakby ustami zassały w nieskończonośc trzymały i śmiały się to był dobry dzień jak jeden z niewielu gdzie w pomieszalnosci odczuć ... stałam rankiem w dwie godziny w białych sufitach pokazała się niechęć w twarzach ..... tych niewidzialnych ... muchy miały dziś szatańskie myśli ... i w stajniach słychać było uwięzione oddechy ....
________________________________

dotknąć nieba ... na palcach udając że jednak można sięgnąć i zabrać jak w kawałkach puzzli .....

____________________________________

bywając popołudniem w piaskownicach ....
grzebiąc i bawiąc się łopatką ...
lepiłam babki z piasku ....
w murach nikt już nie widział
tej radości ...
dziecięcych oczu sprzed lat ....
nic nie wróci ...
w glinianych kałużach pływały potwory w postaci gąsieniczych ciągów...
siadając po środku w zamkniętych oczach ...
płynęła woda by ostudzić zapał ....
rozlewała się w swym zimnym przyjemnym chłodem .....
zamknąć oczy ...
kalafiory dalej tańczą już łagodniej ...
___________________________________

wzgórza mnie dziś przegoniły w stadnym krowim pędem .. boje się czasem tego co jest większe ode mnie ....
i patrzy spode łba ...
chociaż ... dotyk zmierzwionego łba jest przyjemny ....
nie wiedziałam że mają tak szorstką powłokę ....
to jak uczyc się tego co widoczne jedynie na obrazach ....

______________________________________

rozgrzej palce .... nad ołówkiem ....
chciałabym kiedyś to zobaczyc

__________________________________________

tak piżama jest zielona ...
misie już troszkę znoszone ale jest na tyle kosmiczna i wesoła .. w swoich śmiesznych gwieździstych antenach ...

______________________________________

wydech

______________________________________

strach przed widzeniem tego co mamy usiane na czubkach zakurzonych bucików ....
one tak ładnie układają się w krokach gdy odwracamy głowę by nie widziec
na każdym zakręcie ...
samotnosc .... czasem kiedy się otwieram .. pozostaje jednak wciąż ona ...
czasem .. jedynie w jej ramionach jest najbezpieczniej ..

__________________________________________

podzielic się ...... jak chlebem w myśli że będzie w różnych podniebieniach tak samo smakował ....
____________________________________________


winem ..........
tam gdzie niebo skłania się ku ziemi ...
jakby wszystko dotykało się w zespoleniu ...


odważyłabym się ...

_______________________________________________


na wzgórzach ajolii zapadł zmierzch ..
dziś kraina śpi w takich miękkim puchu zdaje sie jakby mgła spowiła każdą częsc i każde zagłębienie ...


_______________________________________________

kiedy zdaje się ze pomost łączy się w dwóch kierunkach nagle staję na środku i patrzę w spiętrzoną wodę ...
______________________________________________


zobacz kiedyś swoje dłonie .. pooglądaj je jakbyś widział je pierwszy raz .. każde wgłębienie po kolei i od początku ... jakby były właśnie tym co tak mozolnie dźwigasz w nich ...
siebie samego ..
______________________________________________

czasem jak śpisz poczuwam ....

dobranoc ...


------------------[ W odpowiedzi na: ]------------------

Zazdrościsz ?... Ja bym się nią chętnie podzielił... Czy można dzielić się samotnością ? Chyba wtedy przeistacza się ona w co innego... Swojej samotności, uczuć, doznań mam prawdopodobnie zbyt wiele jak na jedną osobę... Stąd właśnie karmi się mój ogród co wykwita niczym owoc koktailowca* pachnąc mieszanką impresji i surrealizmu...

...masz piżamę w misie z antenkami ^^ ?

...A lipy w rządku biegną wraz z linia głaskanej przez niebo ziemi... jak brokuły leżące wzdłuż linii wytyczanej przez rudawe warkocze wierzb... Skrzynia skarbów ogrodnika...

... i lasy wyglądały by jak wystawa w sklepie cukierniczym gdzie piętrzą się najróżniejsze kremowe smakołykości owisienkowione, uczekoladowione i zbakaliowane od podstawek aż po czubki. Pusząc się bitą śmietana śmiałymi freskami włoskich orzechów i tego takiego żółtego a doliną niczym rzeka przepływa borówkowy sok gdzie ktoś skrupulatnie z cukrowych kamyczków ułożył porośnięty białym mchem bród...

...Wdech...

...Przed samym sobą może, a może przed przyznaniem się przed sobą do tego, że... Nie jestem szczęśliwy... Drobne zachwyty małe cegiełki, patyczki, nasiona, których szukam mozolnie każdego dnia by móc dalej budować labirynt ogrodu... Można powiedzieć, że ma się szczęście mogąc podzielić się największym wyobrażalnym/odczuwalnym smutkiem... To tak jak z tą samotnością w mroku... Zabieram czasem puszkę piwa, bądź butelkę wina by wskrzeszać wspomnienia kiedy życie było beztroskie i siadało w gronie przyjaciół nad brzegiem jeziora czy rzeki... Pijąc, śmiejąc się, rozpraszając noc, która wdarła się w serce za dnia...

Czy jeżeli by zaistniała taka możliwość odważyła byś się wypić ze mną butelkę wina siedząc w nocy gdzieś na trawniku Pól Marsowych ? Z jakiegoś powodu nie odważyłem się ostatnio, choć nie jest to zabronione...

Boję się. że moje życie okaże się snem starca o młodości, oraz że właśnie się przebudziłem a w moim ciasnym zatęchłym domu unosi się już tylko zapach żółci...

Kiedy zadałaś mi to pytania coś potwornie ścisnęło mnie w piersi... Myślę, że należysz do tego typu kobiet przy, których mężczyźni płaczą...

Czy moje marzenia przez to , że są realne są nierealne ? Choćby ten sentymentalny piknik w Paryżu czy też moje wydawało by się maniakalne poszukiwania miejsc gdzie można zobaczyć inny horyzont...

Chyba wygląda to wszystko dość oczywiście iż jest to skrzętne zacieranie śladów przed samym sobą..

4.04.2018

bieganina po ciemku


czasem odciskam swój palec na szybie .. patrzę na odbicie jak układają się w kręgi jak w uciętym życiu drzewa .... są większe i mniejsze ....
zamoczyć palec w białej farbie gdy czujesz się czysty ... szary gdy nas nie ma ... czarny gdy widzi się jedynie niezliczoną ilość niczego ..... 
to nie tak że upadam w momentach gdy upadek jest dozwolony można przyzwolić sobie na niego ....
upadam gdy nagle z niespodziewanych przyczyn wszystko przyśpiesza we mnie ... jakby krew zebrała się do skoku w dół .. 
gdzie na samym końcu czekają szpony by znów związać mnie w prześcieradłach .....
kiedy upadasz świadomie z powodów które pachną .... w jakimś nawet nieznanym zapachu ... niech mają to swoje imię ...

upadek bezimiennego jest najcięższy bo nagle ogarnia nas całymi swoimi mackami ....
jakby chciał się podpiąć jak respirator do głównej aorty .....


bezimiennie ... 
bez powodu ...
bez przyczyny....

siedzi i się ociera .... 

nie martwie się ...
czasem odbijam te swoje ślady to tu to tam na szybach różnych domów w zaproszeniu ... odciskam je na swoich ..... aby czasem pozwlili mi pozostać na dłużej do pierwszego deszczu ..... 

czasem muszę go odbić ...
wczoraj to był Twój dom .....

28.03.2018

usiądę na przeciw...
na ławce... W kamieniu..
bezmyślnym oczekiwaniu.....


na dłoniach zaniosę tą resztkę drobinek zaplątanych jeszcze pachną
czujesz... Wiatr gdzieś się dziś zapodział
pewnie nad kubkiem przysną .....


parą zimową wypowiedziane słowa...
gdzieś siebie na najwyższej półce...
odłożyłam na potem....


by starczyło.....


.....







13.03.2018

"śniadanie podano "






tak tosty z dżemem !! siadła i klasnęła w dłonie .. 
właściwie to mogą być z marmoladą .. Śliwkowe powidła co dają odczyn w śliniankach jak tylko pomyślę ... 
tost!! pali się !!! 
a bojler no cóż zawsze to można w czajnikach śmiesznych poprosić by nabrały barw czerwoności i poprawiły humor oziębłej wanny ... 
pościel aż tyle materiału moglibyśmy żagiel zrobić i poskładać deski .. i popłynąć na oranżadowe wyspy gdzie pewnie tkwią żelowe miśki czekają z obiadem .. 
pomidor wydaje się być proszę pana naburmuszony !!
ha osły mają takie fajne uzębienie nawet jak są wściekłe wydają ciągle rżeć wiadomo do czego to ? 
kakao ... oo kakao poproszę .... z rurką co będę mogła sobie bezkarnie siorbając  nogami poruszać pod stołem ....  

.....................................................................................................................................................................................................................................................................




jestem dawcą .....

10.03.2018

" bieganina po lesie ... " 


zielone są zielone z odrobiną szarości widziałam jedynie ich wyraz gdy w mokrych podmokłych światach ...... są jaskrawe ... jakby coś paliło je od środka ... coraz bardziej nie zaglądam ... coraz częsciej widzę tylko to co przynosi ukojenie ... każdą częsc mogę przegonic w kszałną masę ... tylko ...
czy moge istniec właśnie w tej owej formie bez ... tych którzy mnie tworzą ... 
ile widziałam .. bardzo niewiele ... a z drugiej strony wystarczająco....
czasem gdy coś nie jest osiągalne pozostawiam tam skąd przyszły na progu ..... 
nie wiem nie zastanawiałam się jeszcze chyba nie przyszła pora ... może któregoś dnia ... wstanę tak po prostu i pójdę ... 
nic nie szkodzi że padało ... lubię deszcz ... w bezkarności przenikania materiałów co pozwala pływac myślą w dół od samego czubka po dłoniach jakby pieścił i przytulał w całym swym dotyku ... zapach jest wyraźniejszy ... jakby wszystko nagle poczeło oddychac ... intensywnosc doznań ...nocą różnica polega na odnajdywaniu zapachów u nasady własnych emocjii niż wzroku ... 
maliny .... lubię siadać często nad kubkiem .. i patrzeć jak napar wibruje w wysokość ... unosząc się tak delikatnie na tyle jednak w gęstwinie zawitać w obrazie .. wije się i płaszczy w zależności od ruchu powietrza czasem dmucham na niego ... nawet z herbaty można zrobić koncert ...  

mój świat jest zupełnie inny ... nie ma podziału ... i nie ma bezpiecznej przystani jest jedynie dryf .... który każdy po drodze musi nabrać swojego biegu .. i albo leci się ze mną albo zostaje ... 
wybór ... 

2.03.2018

perony




  Na peronach zielonych liści .....................  


Któregoś dnia przejdziesz na drugą stronę  pomostu ... Jest jak łuk wygięty w wymiętych koszulach ... powieszonych by na wietrze potargał je wiatr.... składający się z maleńkich kwadratowych kamieni , nie pytaj mnie dlaczego kwadraty są dla mnie tak istotną częścią ... Chyba wynika to z poukładania idealnych kątów i przestrzeni ... 
Kwadraty są jak najbardziej .. 
wciąż mam Twoją sylwetkę w dziwnym kolorze spodni i bose stopy , potrafię sobie je wyobrazić jak niezliczone ilości kamieni pokaleczyły po drodze ...
Więc
Któregoś dnia będziemy zbyt zajęci
 patrzeniem w dno upadającego kamienia w pomoście ... 
Napojeni ciszą odgłosu chlupotu , patrzeniem w nierozdarte dziecięce liście , co jeszcze nie zdążyły rozpieścić się w słońcu na całą szerokość  ramion ... 
stałeś kiedyś z nimi na wzgórzu ?

Z ramionami własnymi co obejmują siebie na całą szerokość istnienia ... 
by po chwili wiatr łapać w dłonie , przynajmniej próbować ...
Za mało spacerów , nie wystarczy wyciągnąć krzesła w pośpiechu na betonowych balkonach ,,,, chociaż one też posiadają opowieści ....

Więc któregoś dnia przejdziesz na drugą stronę pomostu ... w peronach zmęczonych myśli ....może być jesienią , jesień pomimo smutku ma najwięcej zapachu tęsknoty ...

Na niezliczonych kałużach , kropel co odbijając się od dna własnego istnienia , popełzną .....

wciąż mam Twoje niezliczone ilości kropek zaznaczonych , w zdaniach .
Nieobecność w obecności ...

Więc któregoś dnia przejdziesz na drugą stronę Pomostu .... 

by posiedzieć ... 



czasem oglądam siebie znów na nowo 



28.02.2018

w małych kroplach niczego .....

na wzgórzach wielkie języki pogubiły analfabetycznie wyrazy 
niezamazane , niepotargane w ilościach ...
dotykam cię dziś jakby wyraźniej ....

na palcach , koniuszkach stojąc ...
rozwiane piżamy w kolorowe czarne , białe plamy ...
potargały rękawy ....

na wzgórzach  wiatr co szybszy w biegu pogubił niezliczone ilości schodów ...
w bosych stopach ...
podrapał się w brodę ...

kapeluszem ....

.....






6.02.2018


zmieniam się
na krawędziach kołnierzyka widać zgięte ilości godzin na niemyślenie...
czasami stoję pod ścianą w bez uczuciu i aromatycznych zapachów chaosu.
Hałasem podpierając własne ego ..
By nie upadło.

!

"Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór)."

Rozdz. 1, art.1 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r., publikator: Dz.U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631