Białe sufity nocą w zielonych pokojach gdzieś w oddali czyhająca zwierzyna biegnie ... przykurczona ... dzikie psy o poranku ....
właściwie staram się ... brnąc ...
rozmowy telefoniczne o nieznanych godzinach... wtedy słucham ... słuchanie wychodzi najłatwiej kiedy wypowiadający nie musi badać już żadnego terenu gdzie nagość i ubiór nie ma znaczenia ..
można wtedy siedzieć bezwładnie na pomostach ...
nie myl tego z pożądaniem - to wszystko jest tylko zaspokojeniem własnego ego i wielu sprostowaniom naszej zwierzęcej natury ....
to jest czasem ja obżarstwo po którym tak strasznie chce się mieć pusty żołądek ..
znowu .. jak błądzenie po omacku ...
rozmowy telefoniczne o nieznanych godzinach wypełnione milczeniem , takie bez kabla po jednej i drugiej stronie .. rozmowy ...
jak to dobrze usłyszeć bicie własnej struny głosowej gdy jest jeszcze coś co przykrywa mnie o jej drganie ...
bezdomność ...
Pomosty które dzielą świat na wpół . Przechodząc z jednego w drugi . Na jego krawędziach związanych linami bujają się z wolna . Kiedy przechodzisz tam i spowrotem ranią dłonie .Okaleczenia są jak mapy . Wyciągnij je przed siebie .... Pomost posiadł przepaśc jak wąski wąwóz , w szarych dechach bujają się swawolnie . Jest wietrznie . Drogi ciągną się w nieskończonośc zamierających widoków. Na szerokośc ramion .Dwa światy , zupełnie różne . Zupełnie w innych zapachach . Ludzi.
15.09.2012
6.09.2012
46
Nie panuje nad emocjami , wyobraźnia płata mi figle nagle wezbrana tęsknota skłania się ku głębszemu południu a może to i bardziej środek ... ku północy ...
Zbyt dużo negatywnych przeżyć , zbyt wiele wątpliwości w swoje własne dłonie ...
Czuje się jak bezradne dziecko ...
Często śmieje się z Ciebie , z Twojego pędu i zakłamania , zapychania się jak w chomiczych norach , w odkładaniu coś na potem ,
ten śmiech jest zrozumieniem tych wszystkich znanych ułomności co pachną ...
musisz coś robić , rozpracować sobie plan na każdą minutę gdy otworzy się oczy , to jak plan działań na całą wieczność lekcji udzielonych niechybnie ..
radzenie sobie , cholerne przypisywanie uwag ...
No więc w efekcie siedzenie na przeciw nie jest takie złe .. tylko już nie pamiętam po cóż się spotkaliśmy i czy kawa była czy herbata , do jedzenia nic nie przyniosłam właściwie nigdy nie przynoszę ...
Brakuje mi dymu papierosowych przemyśleń, natłoku ludzkich emocji i obserwacji ... zbyt niedobrze się czuję .. by móc założyć trampki , rozpadły się tamtej jesieni gdy wydeptałam w ekstazie ścieżki , że to już do cholery koniec końców i nic więcej mi nie grozi , że plan się powiódł i układał ......
nigdy nie byłam tak samotna jak z ludźmi ....
a może to jest strach przed wielkimi oczami , odpowiedzialnością już nie jedynie za swoje nieodwracalne powłóczenie nogami , że teraz już zbyt późno że nie będzie wypadać że cholera przecież ...
kiedyś trzeba wyjść z piaskownicy , teraz się już ich nie buduje w takich drewnianych bądź betonowych podporach gdzie całymi dniami można było babki przesiewać i przelewać z jednej strony na druga transportem niebieskiego rowerka z białymi kółkami ..
a ja chce wolności , dziecięcej ....
Zbyt dużo negatywnych przeżyć , zbyt wiele wątpliwości w swoje własne dłonie ...
Czuje się jak bezradne dziecko ...
Często śmieje się z Ciebie , z Twojego pędu i zakłamania , zapychania się jak w chomiczych norach , w odkładaniu coś na potem ,
ten śmiech jest zrozumieniem tych wszystkich znanych ułomności co pachną ...
musisz coś robić , rozpracować sobie plan na każdą minutę gdy otworzy się oczy , to jak plan działań na całą wieczność lekcji udzielonych niechybnie ..
radzenie sobie , cholerne przypisywanie uwag ...
No więc w efekcie siedzenie na przeciw nie jest takie złe .. tylko już nie pamiętam po cóż się spotkaliśmy i czy kawa była czy herbata , do jedzenia nic nie przyniosłam właściwie nigdy nie przynoszę ...
Brakuje mi dymu papierosowych przemyśleń, natłoku ludzkich emocji i obserwacji ... zbyt niedobrze się czuję .. by móc założyć trampki , rozpadły się tamtej jesieni gdy wydeptałam w ekstazie ścieżki , że to już do cholery koniec końców i nic więcej mi nie grozi , że plan się powiódł i układał ......
nigdy nie byłam tak samotna jak z ludźmi ....
a może to jest strach przed wielkimi oczami , odpowiedzialnością już nie jedynie za swoje nieodwracalne powłóczenie nogami , że teraz już zbyt późno że nie będzie wypadać że cholera przecież ...
kiedyś trzeba wyjść z piaskownicy , teraz się już ich nie buduje w takich drewnianych bądź betonowych podporach gdzie całymi dniami można było babki przesiewać i przelewać z jednej strony na druga transportem niebieskiego rowerka z białymi kółkami ..
a ja chce wolności , dziecięcej ....
ps.nigdy nie dorośniemy ....
45
nad brzegiem tafla rozciąga swoje olbrzymie plecy ...
są jeszcze w stalowej szarości zamknięte ...
jeszcze chłodniej gdy nad ziemią usłane piętrzą się pierzyny ...
sny ...
niemym wyrazem przemawiają w ciszy ..
ciszej ...
biegną ku górze odłamki srebrzystych łusek ryb co w barwach przeplatają się złotą słychać plusk ..
jak potężny drapieżnik wyłania swoje oczodoły ...
w dalekich krainach ... góry odbijają swoje garby
przyglądając się sobie z osobna
w wielkich stalowych lustrach ....
słońce ...
jakby ciągnęło swoją odmienną pieśń ...
cicho ciszej ....
w oddali para dotyka kochanka ... tańcząc w swawolnych sukniach ..
w przeźroczystości widać jej brzeg ...
kłębią się
ocierają ...
widzę
nastał świt ..
%
a wiesz , że alicja miała w swoim władaniu takie małe ciastka które w zależności od spożycia pozwalały jej zwiększać bądź zmniejszać rzeczywistość ..
w tej rzeczywistości bywa różnie ..
ważne jedynie , że ma się poczucie ..
skoku ..
w kapelusznikowych herbacianych stołach leżał sztuciec ..
filiżanki przelewały się jak dziurawe skarpety ..
a wiesz , że alicja miała sukienki też w zależności od rozmiarów szyte na miarę bądź i nie ..
te suknie czasem tonęły ..
bywały opięte ..
to wszystko jest wina ciastek .. za dużo ich w kieszeniach te ciastka są takim wypełnieniem ..
biegną w okruchach i tak gniotą w przyjemności spożywania ..
czasem staje się tak za mała ..
za maleńka w tym ogarnięciu ..
alicja nigdy się nie poddała rozpaczy ..
otworzyłaby okna by ją wywiało
W pożegnaniu pociąg ciężko osiadł na szynach niewidocznych a jednak czuc było tą ciężkość.Pożegnania jakby świat miał by pobiec w szaleństwie jak zwariowany klaun z bladym nosem bo farby zabrakło . Pożegnania budzą agonię . Wino tak pachnie poziomkami w swych niezliczonych lampkach zamyka się w bólu nad roztarganym morzem wspomnień . Każdy zapach i smak .... Każde blady pomruk nieba gdy niebo na jesień zamyka się w szarościach . Jak szelest liści w ostatnim doznaniu . ...
Nic nie istnieje jak wieczność w bladych kolorach miodowych goździków .Są takie maleńkie a najintensywniejsze .. to te ulubione ... kiedy któregoś dnia zapisał się ich zapach w ogródkach działkowych gdy schylając się z ciekawości zawładnęły mną ....
Ławka .... są ławki w swej samotności które tkwią dumnie w butach zbyt szerokich ... zatapiają swe stopy w czarnych czeluściach ziemi .... jest miękka w poddaniu ciepłem owija jej nogi...... silnie na wzajem trzymają swe lica .... jak jedność w której należą do siebie ..........
Ławka ma popękane siedlisko od ilości zużytych godzin .. w których tak bezpiecznie spożywało się herbatę .... zakrapianą miodem z uśmiechniętych pszczelich bębenków jak w zaproszeniu by zatopić w nich swe usta tak spierzchną gdy tych obrazów brak ....
Kiedy siadam tam czuje .... się jedynie wiosnę w której budzi się rosa tak śmiesznie błaka się i mieni w odbiciach promieni .... w zaczesanych kapeluszach czerwonokrwistych maków ..gdzie przekrzywiają swoją głowę to w prawo to w lewo z nadzieją na wiatr....
I drzewa z wysokimi ramionami .... jak głodne doznań wyciagają je silnie w stronę nieba ....
w zapachach jaśminu , świerków .......
A w lesie .. zerwał się wiatr wczesnym rankiem pomieszany słońcem było ciepło ...
śmiesznie obijał się o pionowe kory drzew .. jednostajnie kołysząc je ...w powolnych usypianych jeszcze nutach ... zapach roznosił się w całej szerokości gdzie nie spocząć wzrokiem .....wiatr nagle zerwał się jakby coś chciał pochwycić za dłonie ... zatańczyć w zwariowanych kółkach gdzie podnosząc głowę ku górze wydaje się jakby konary tworzyły magiczny okrąg .. słychać było śmiech upadanych szyszek .... jak w tych spazmach turlały się po ziemi ...... jedna o drugą .... ocierając się ....
w ciepłym wietrze .... spadały igły jak tysiące gwiazd w drobnym gęstym deszczu .... było słychać ich pomruk zadowolenia ... były wszędzie w ilościach milionowych rozkoszy .... padało ....
na ramionach jednak zamiast deszczu miałam płaszcz usianych igiełkowych śmiesznych chochlików ........
można było zamknąć oczy i usłyszeć spazm ......
deszcz meteorytów .........
Subskrybuj:
Posty (Atom)
!
"Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór)."Rozdz. 1, art.1 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r., publikator: Dz.U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631