Stałam na dworze o trzeciej nad ranem ... w piżamie i polarze ... na przeciw mnie jest las ...
W swej goliźnie jest taki bezbronny jak odsłonięte tajemnice ...
Te nocne wypatrywania budzą wiele tęsknoty ...
Wiatr wiał kołysząc nagie ramiona ... konary trzaskają witając się niemo ...
Jest późno , wszystko śpi ... brak mi ulic zakrapianych kostką brukową co ślisko opóźniają stukot obcasów ....
Takiej niepozornej wolności donikąd ....
Śniłeś mi się tej nocy , mieliśmy wielką wyprawę , kupowaliśmy łódkę ... były jeszcze dwie osoby ta wyprawa była nagoniona ucieczką w wielkim zbiorniku basenowym stały ... jeden obok drugiego .. sny są tak popaprane że te owe łódki były zbyta małe na 4 osoby .... i zastanawiałam się jak się pomieścimy ...
Później wóz gdzie nie miał dachu ani szyb jak przeźroczysta niewidzialna oprawa ... i Kościół ....
W tym kościele był jeden nagi obraz mój , gdzie siedziałam na ławce owiązana jedynie jakby futrzanym szalem .. ja widziałam tą ową nagość , oni jakby nie dostrzegali ... wybiegliśmy ...
Zgubiłam Cię jak kamień w dziurawej kieszeni ... szukając dotarłam do lochów w którym leżały szczątki gnijących twarzy , to było straszne ....
Znalazłam Cię .... byłeś cały , a jednak odmieniony ...
Dziwne jak w śnie masz poczucie ogromu miłości ... pełnego oddania i
rozpaczy po przebudzeniu ..
2 komentarze:
Powiadają, że kiedy rozum śpi budzą się potwory...
Ciotko..lubię te Twoje wpisy...nawet takie smutne :)
Prześlij komentarz