Nie miałam nigdy takiej czekolady , może namiastkę kostek .. Przeważnie się spalało ... to jak wygasający płomień w kominku gdy nad ranem jest już jedynie chłód....
mnie ciężko jest zatrzymać , przywłaszczyć na własność ...
staram trzymać się na uboczu , nie wychylać , nie pokazywać , nie "obnażać"
nie pleść warkoczy , nie pachnieć .... Boże nawet już nie istnieć ....
spuszczać oczy jak najniżej podłogi ...
"nie dotykać " ........................
Dziwne , że jesteśmy obciążeni walizkami , czasami gdy swoje są już lżejsze , że już pozostawione gdzieś tam ... na lotniskach w bagażowniach na śmietnikach , wyłupane są z nich już wszystkie mankamenty , to pojawia się ktoś ze swoimi .....
i chce na siłę wepchać się w życie , to mi się kojarzy z szerokimi drzwiami wejściowymi idzie taki wariat oczywiście on sobie nie zdaje z tego sprawy że owe bagaże ma .. no bo za nimi się ciągnie cała rodzina bagażowych z następnymi bagażami i walizami , kuframi , szafami na plecach i jest ich cały ogrom .... że nie pozostaje już miejsca w owym przedpokoju na kwiatek czy stojak na parasol....
tak ja mam
zafajdany przedpokój .....
Boże moja ukochana tapeta w paski .......
czasem sobie myślę ,że z takimi bagażami nawet już wiesz wyleczonymi zagojonymi i cholera wie co ... to już nie będzie nigdy świeże pachnące i miękkie ... no bo sobie wyobraź bułkę po przejściach która z piekarni ma kawał drogi do sklepu potem do potencjalnego wyżeracza ... no taka wiesz upada sobie z kosza i turla się .... niech się turla nie wiem z osiem godzin .. dwa dni czy noce .. no to już taka bułka może nie być nawet bułką ... a już na pewno z chrupiącą skórką bo spadł deszcz......
podejrzewam , że nigdy nie uda mi się zjeść całej dobrej cudownej czekolady ....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz