może spotykamy się wciąż na chwilę dokarmiając się wzajemnie w owym czasie ....
może moja miska była bardziej głęboka ....
na jej dnie widnieje jedynie skrawek tych wyobrażeń ...
nad brzegiem tafla rozciąga swoje olbrzymie plecy ...
są jeszcze w stalowej szarości zamknięte ...
jeszcze chłodniej gdy nad ziemią usłane piętrzą się pierzyny ...
sny ...
niemym wyrazem przemawiają w ciszy ..
ciszej ...
biegną ku górze odłamki srebrzystych łusek ryb co w barwach przeplatają się złotą słychać plusk ..
jak potężny drapieżnik wyłania swoje oczodoły ...
w dalekich krainach ... góry odbijają swoje garby
przyglądając się sobie z osobna
w wielkich stalowych lustrach ....
słońce ...
jakby ciągnęło swoją odmienną pieśń ...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz